W poprzednim artykule z serii „Mity w Utrzymaniu Ruchu” omówiliśmy powszechne przekonanie, że: Producent sprzętu wie najlepiej jak go konserwować. Teraz przechodzimy do kolejnego często spotykanego mitu utrzymania ruchu: przeświadczenia, że najprostszym i najlepszym sposobem na poprawę niezawodności maszyny jest jej przeprojektowanie lub modernizacja konstrukcji (ang. Redesign). Na pierwszy rzut oka taka strategia wydaje się logiczna – skoro urządzenie często się psuje, to wystarczy ulepszyć jego projekt, by usunąć słabe punkty i zapobiec awariom w przyszłości. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że to podejście rzadko bywa efektywnym „panaceum” na problemy z niezawodnością.
Mit: Przeprojektowanie (redesign) jako remedium na awaryjność
Gdy w zakładzie pojawiają się „nawracające” awarie lub spadek niezawodności kluczowych urządzeń, wielu menedżerów i inżynierów instynktownie szuka rozwiązania w zmianach konstrukcyjnych. Programy doskonalenia niezawodności często koncentrują się na modyfikacjach sprzętu – usprawnieniach, unowocześnieniach czy nawet kompletnym przeprojektowaniu problematycznych maszyn. Intuicyjnie wydaje się to rozsądne: jeśli coś zawodzi, zróbmy to „lepiej niż fabryka” i po kłopocie. Jednak praktyka pokazuje, że ścieżka oparta wyłącznie na przeprojektowaniu ma poważne ograniczenia, a czasem przynosi skutki odwrotne do zamierzonych.
Dlaczego przeprojektowanie nie gwarantuje sukcesu?
Oto kilka powodów, dla których poleganie wyłącznie na przeprojektowaniu urządzeń w celu poprawy ich niezawodności może być złudne:
- Koszty i czas: Wprowadzanie zmian konstrukcyjnych bywa bardzo kosztowne i czasochłonne. Zaprojektowanie, przetestowanie i wdrożenie modyfikacji wymaga zaangażowania zespołu inżynierów, przygotowania dokumentacji oraz często zatrzymania maszyny na czas przeróbki. Jeśli dany typ urządzenia występuje w wielu egzemplarzach, ulepszenie trzeba powtórzyć na każdym z nich – generuje to ogromne koszty i długotrwałe przestoje. W branżach o wysokich wymaganiach bezpieczeństwa czy jakości (np. lotniczej, spożywczej, farmaceutycznej) proces zatwierdzania nawet drobnych zmian bywa żmudny i długi. Innymi słowy, przeprojektowanie to poważna inwestycja, której zwrot nie jest pewny.
- Niepewny efekt (ryzyko nowych problemów): Inżynierowie utrzymania ruchu często wierzą, że potrafią usprawnić oryginalny projekt maszyny. Niestety, nie każda modyfikacja przynosi oczekiwane rezultaty. Zdarza się, że dobrze zaplanowana zmiana nie poprawia sytuacji, a bywa i tak, że wprowadza nowe, nieprzewidziane problemy. Ulepszając jeden element, możemy przypadkiem osłabić inny albo dodać nowe tryby awarii. Przykładowo, wymiana silnika na mocniejszy może wyeliminować przeciążenia pierwotnego napędu, ale jednocześnie nadwyrężyć przekładnię lub łożyska w układzie przeniesienia mocy. Podobnie zastosowanie „lepszej” części (np. pompy o większej wydajności) może zaburzyć delikatną równowagę procesu technologicznego. Maszyna to system naczyń połączonych – wzmocnienie jednego komponentu często sprawia, że gdzie indziej pojawia się nowe najsłabsze ogniwo. Inherentna (wrodzona) niezawodność systemu może nawet spaść, jeśli modyfikacja nie zostanie idealnie dopasowana. Krótko mówiąc, próbując coś poprawić, łatwo niechcący pogorszyć sytuację.
- Reaktywność zamiast proaktywności: Programy oparte na przeprojektowaniu z natury rzeczy działają reaktywnie. Organizacja czeka, aż wydarzy się poważna awaria, po czym rozpoczyna projekt przeróbki sprzętu, by taka awaria nie powtórzyła się w przyszłości. Jednak zanim doczekamy się zauważalnej poprawy niezawodności całej floty maszyn, musi minąć sporo czasu i najczęściej dojść do wielu awarii (zwłaszcza jeżeli podobne urządzenia pracują w różnych lokalizacjach lub zakładach). W międzyczasie firma ponosi straty związane z tymi przestojami. Takie gaszenie pożarów poprzez kosztowne modernizacje oznacza, że brakuje nam proaktywnego podejścia – zamiast zapobiegać awariom od początku, reagujemy dopiero po fakcie, ponosząc konsekwencje usterek.
- Efekt uboczny w systemie (wpływ na inne maszyny): Maszyny w zakładzie rzadko pracują w izolacji – zwykle są elementami ciągu technologicznego, ściśle powiązanymi z innymi urządzeniami przed i za nimi. Zmodyfikowanie jednego ogniwa może zaburzyć funkcjonowanie całego łańcucha. Jeśli przeprojektujemy pojedynczą maszynę (np. zwiększymy jej szybkość działania, zmienimy sposób podawania produktu czy inne parametry pracy), to urządzenia poprzedzające lub następujące w procesie mogą nie być przystosowane do tych nowych warunków. W efekcie usprawnienie jednej maszyny może zrodzić nieoczekiwane problemy w innych częściach linii produkcyjnej – od przeciążeń i zatorów materiału, aż po nowe awarie wynikające z niedopasowania urządzeń do zmienionych parametrów procesu.
- Aspekt prawny i gwarancja: Warto pamiętać, że istotne przeprojektowanie urządzenia (np. zmiana mocy, prędkości, układów bezpieczeństwa) w świetle prawa oznacza stworzenie „nowej maszyny”. W takim przypadku firma, która przekonstruowała maszynę staje się formalnie jej nowym producentem – a to oznacza pełną odpowiedzialność prawną i techniczną za bezpieczeństwo. Dodatkowo, każda poważniejsza ingerencja zwykle powoduje utracenie gwarancji producenta. W praktyce, jeśli po modernizacji wystąpi awaria, nie możemy już liczyć na wsparcie OEM – konsekwencje spadają całkowicie na nas. (Jeśli już przeprojektowanie jest konieczne, należy zlecić je wyspecjalizowanym biurom konstrukcyjnym lub firmom posiadającym odpowiednie uprawnienia. Dotyczy to szczególnie urządzeń podlegających dozorowi technicznemu (np. suwnice, zbiorniki ciśnieniowe, kotły, dźwigi). W takich przypadkach projekt musi być zgodny z wymogami Dyrektywy Maszynowej i zatwierdzony przez UDT. Samodzielne, nieudokumentowane modernizacje są nie tylko nielegalne, ale też obarczają firmę pełną odpowiedzialnością cywilną i karną w razie wypadku).
Kiedy przeprojektowanie ma sens?
Filozofia Reliability-Centred Maintenance (RCM2) obala mit szybkiej poprawy niezawodności poprzez sam redesign. RCM stawia pytanie: „Czy wyczerpaliśmy już wszystkie możliwości poprawy poprzez właściwe utrzymanie ruchu?”
W praktyce wiele usterek można wyeliminować dzięki zmianie strategii obsługowych:
- monitorowaniu stanu,
- dostosowaniu częstotliwości przeglądów do realnego zużycia,
- eliminacji zbędnych czynności serwisowych,
- lepszemu szkoleniu operatorów czy personelu UR.
RCM2 daje narzędzia do systematycznego określenia optymalnej konserwacji, dostosowanej do funkcji i kontekstu pracy maszyny. Dopiero jeśli mimo tego sprzęt wciąż nie spełnia wymagań – przeprojektowanie staje się uzasadnione.

Podsumowanie
Mit „przeprojektujmy maszynę, a znikną awarie” bywa kuszący, ale rzadko przynosi oczekiwane efekty. To droga kosztowna, czasochłonna, ryzykowna, a czasem wręcz niebezpieczna – zarówno dla procesu, jak i dla firmy (utrata gwarancji, przejęcie odpowiedzialności producenta).
Zanim wydamy znaczące środki na modyfikacje, warto sprawdzić, czy nasze urządzenia faktycznie wykorzystują swój pełny potencjał projektowy. W wielu przypadkach wdrożenie RCM2 pozwala osiągnąć znaczną poprawę niezawodności bez ingerencji w konstrukcję – przy mniejszych kosztach i mniejszym ryzyku.
Dla menedżerów UR i dyrektorów technicznych to ważna wskazówka: Redesign powinien być ostatnim, a nie pierwszym krokiem. Najpierw warto wdrożyć RCM2, które nie tylko eliminuje źródła awarii, ale też buduje kulturę świadomego i efektywnego utrzymania ruchu.
RCM2 to inwestycja w wiedzę i procesy – a ta inwestycja zwraca się wielokrotnie: stabilniejszą produkcją, niższymi kosztami i spokojniejszym snem kadry technicznej.
Robert Witczak – 26 września 2025r.